Mobilizacja dla Galicji

bn-logo-strona

Miroslav Barbarez, dnia 26-ego marca 2016r.

 

Od dłuższego już czasu w Królestwie Galicji i Lodomerii trwają krwawe starcia na tle narodowościowym i ekonomicznym. Konflikt między Polakami a Rusinami przybiera na sile z każdym dniem, zbierając krwawe żniwo. Nasi koledzy z Kuryera Galicyjskiego przesyłają nam informacje o coraz straszniejszych zdarzeniach w GiL-u, których nie będziemy przytaczać ze względu na wrażliwość naszych Czytelników. Nie budzi zatem zaskoczenia fakt, że Rada Nadzwyczajna, sprawująca obecnie władzę w Monarchii Austro-Węgier, przygotowuje wojsko do stabilizacji sytuacji w regionie. Podobna akcja ma miejsce także w Bośni i Hercegowinie.

Do Sarajeva zaczyna powoli zjeżdżać coraz więcej mężczyzn, którzy będą przydzielani do czterech regimentów piechoty, które są rozlokowane w BiH-u. Trzy z nich zostaną wysłane na północ Monarchii z misją stabilizacyjną. Czwarty pozostanie w Hercegowinie, przy granicy z Pustkowiami Winków, skąd co jakiś czas na łupieżcze wyprawy przybywają jednostki Techrzeszy.

Bosnians

Żołnierze 2. Bośniacko-hercegowińskiego Regimentu Piechoty podczas szkolenia w Górach Dynarskich

Jakie wrażenia i odczucia towarzyszą rekrutom przed wyjazdem do Galicji i Lodomerii? Oto garść odpowiedzi, jakie usłyszał nasz reporter, który wybrał się do zapełnionego punktu werbunkowego w Sarajevie:

– Czuję się wspaniale i już nie mogę doczekać się pierwszych zadań, które zleci mi dowództwo – odparł 21-letni Danilo Tokić z Banja Luki, na co dzień terminator u szewca – Wspaniale będzie zobaczyć naszych dzielnych wojaków w akcji, a jeszcze lepiej będzie w tym bezpośrednio uczestniczyć, przyczyniając się do chwały i glorii Naszej Monarchii i Domu Panującego. Pokażemy uzurpatorom, gdzie raki zimują! Zapytany, kogo ma na myśli mówiąc „uzurpatorzy”, młody rekrut szybko wycofał się od reportera, zasłaniając się koniecznością kupna bułek na długą podróż na front.

– W sumie fajnie jest się wyrwać z domu, od jęczącej żony, czwórki bachorów, szwagra-idioty, niewdzięcznej pracy oraz szefa-krwiopijcy – mówi nam 35-letni mieszkaniec Bihacia, chcący się tytułować Panem R. – W zasadzie to nie wiem, o co się tam rozchodzi, kto z kim, dlaczego, po co i od jak długiego czasu, nawet mnie to niespecjalnie obchodzi. Po prostu fajnie będzie wziąć karabin w dłoń i oddać się męskiej przygodzie. W zasadzie może to trwać jak najdłużej, powrót do tych tumanów, tylko przez ironię zwanych „rodziną”, średnio mi się uśmiecha – kończy R.

Inni mają nieco głębsze przemyślenia na temat całej operacji. 29-letni Mosze Ringelbaum z gminy żydowskiej w Sarajevie nadaje jej wymiar bardzo ideowy, przy czym Bośnia i Hercegowina zajmuje w niej kluczowe miejsce:

– Proszę zauważyć naszą kochaną Bośnię, spojrzeć na nią z lotu ptaka. Ileż znajduje się w niej ludów, religii, języków, kultur, charakterów, gestów i znaczeń. Wszyscy względem siebie tacy różni, tacy odmienni, a jednak – coś ich łączy. Nie skaczą sobie do gardeł, nie patrzą spode łba na siebie, nie obgadują się nawet wzajemnie za plecami. A dlatego, Panie Dobrodzieju, że już od wieków tak żyjemy i wiemy, jak w różnorodności się poruszać. Jak się wzajemnie szanować i jak dzielić się tym wszystkim, co w łaskawości swojej zsyła nam dobry Bóg i Cesarsko-Królewski Majestat. Taka też jest cała Monarchia nasza, jedna, ale jakże różnorodna. Trzeba ową prostą, wspaniałą naukę przekazać siostrom i braciom naszym do Galicji, nie obwiniać nikogo, naprawić błędy i dać im wspólnie żyć. Bośniacy, Polacy, Rusini, Rumuni, Słowacy i wszyscy inni: jesteśmy poddanymi tego samego Monarchy i dziećmi tego samego Boga, czyż nie?

Pojawiają się jednak i takie głosy, chociaż rzadkie, które krytycznie podchodzą do sensu interwencji. Jovan Mrkva, 32-letni leśnik ze wsi Gorinja, tłumaczy to w ten sposób:

– Nie wiem, kto jest winny całej tej potwornej sytuacji, gdzie poddani Jego Cesarskiej i Królewskiej Mości się żrą wzajemnie, choć wczoraj żyli ze sobą w zgodzie. Dla mnie oni wszyscy są dalej poddanymi Domu Panującego, a zatem braćmi i siostrami. Do braci i sióstr się nie strzela, choćby miało to powstrzymać dalszy rozlew krwi. Wie Pan, ja żyję blisko natury z racji wykonywanego zawodu. Spokój i harmonia, uosabiane przez ową naturę, to najbardziej godny człowieka, najbardziej naturalny stan. Wojna zaś jest chaosem i zamętem, wprowadza niepokój, strach, agresję, przemoc i śmierć. Ja uczestniczyć w tym nie będę. Zawsze będę stać po stronie ludzkiego życia i przyrody. Mogę się tylko modlić o przydział do 4. Regimentu, który będzie nas bronić przed bezdusznymi robotami z Techrzeszy.

Rekruci z 1. Bośniacko-hercegowińskiego Regimentu Piechoty przed wyruszeniem do Lemberga

Rekruci z 1. Bośniacko-hercegowińskiego Regimentu Piechoty przed wyruszeniem do Lemberga

Jak zatem widać, podejście Bośniaków do całej sytuacji jest odmienne niemal z każdym napotkanym rekrutem. Odpowiedzi było tak naprawdę jeszcze więcej, jednak format naszego pisma nie pozwalał na zmieszczenie ich wszystkich. Co stanie się z naszymi bohaterami: dzielnym Danilo, eskapistycznym Panem R., myślicielem Mosze i pacyfistą Jovanem? Tego sztab nam nie powie. Wiemy natomiast, że trzy bośniackie regimenty wyruszą na północ Monarchii w ramach operacji „Wielkanoc”. Skąd ta nazwa? Według nieoficjalnych doniesień, w sztabie panuje na tyle entuzjastyczne podejście do interwencji, że ma ona trwać między okresami wielkanocnymi obrządku zachodniego i wschodniego: wyjazd do Galicji i Lodomerii nastąpi w poniedziałek wieczór, pod koniec katolickiej Wielkanocy, powrót zaś zaplanowano na 30 kwietnia, na dzień przed prawosławną Niedzielą Wielkiej Nocy. Czy plany naszych dzielnych żołnierzy zostaną zrealizowane? Czy napotkają oni jakieś trudności? Czytajcie „Bosanskog Novinara”, aby wiedzieć więcej! Zawsze trzymamy rękę na pulsie!

Reklamy

Odbudowa Bośni i Hercegowiny

bn-logo-stronaMiroslav Barbarez, dnia 14-ego marca 2016 r.

 

Po kryzysie, który sparaliżował całą Monarchię Austro-Węgier, wszyscy obywatele i obywatelki Naddunajskiej Monarchii, bez względu na wiek, narodowość, wyznanie, zawód czy status społeczny, ramię w ramię przyczyniają się do ponownego rozkwitu Naszej Ojczyzny. Podobnie, oczywiście, dzieje się w Bośni i Hercegowinie.

Odbudowana starówka w Mostarze wraz z zabytkowym mostem

Odbudowana starówka w Mostarze wraz z zabytkowym mostem

Od największych miast, takich jak Sarajevo, Banja Luka czy Tuzla, aż po najmniejsze i najbardziej zaniedbane wsie, mieszkańcy żwawo i ochoczo przystępują do pracy. Urzędy państwowe i samorządowe powoli odzyskują swoją dawną świetność, coraz bardziej przybliżając się do stanu używalności. Szkoły wszystkich poziomów, zakłady produkcyjne każdego rodzaju przemysłu, świątynie wszystkich wyznań pną się powoli ku niebu, wydostając się spod czeluści niebytu, zwyciężając w odwiecznej wojnie z marazmem, obojętnością i beznadzieją na rzecz solidarności, rozwoju i braterstwa.

Cała kraina staje się świadkiem niesamowitych scen, stawiających w jak najlepszym świetle wszystkich mieszkańców BiH. Przede wszystkim, ludzie zaczęli się na powrót organizować. Wizja wspólnego celu połączyła ze sobą zwaśnione rodziny i pogodziła sąsiadów, od wieków ze sobą skłóconych. Jeden z naszych czytelników z górskiej wsi Brić ta opisuje zdarzenie które, według niego, nie miało prawa się zdarzyć:

– Mam siedemdziesiąt osiem wiosen, prawie nigdy wsi nie opuszczałem, zatem tym baczniej konflikt obserwowałem między domami Ahmedoviciów i Emiroviciów, który bez mała dwieście lat już ma od owiec, które skubały trawę nie na tym co trzeba pastwisku, jako jeszcze, gdym małym urwipołciem był, mój pradziad Selim opowiadał, niech mu Allach w raju błogosławi – pisze we wstępie Mirza Ćorbanović. Kryzys Monarchii, siłą rzeczy również Bośni i Hercegowiny, spowodował jednak, że stare animozje poszły w niepamięć: sąsiedzi wzajemnie pomagali sobie w odbudowie stodół i obór, zaś całą akcję uczcili kilkoma butelkami rakiji. Jednak to, co zdarzyło się dalej, przerosło jakiekolwiek wyobrażenia. Seniorzy rodów zdecydowali się bowiem na pomoc nie tylko w odbudowie meczetu w Travniku, ale też, niemalże za jednym zamachem, współorganizowali odbudowę świątyń katolickich, prawosławnych i żydowskich. Kiedy zaś wszystko się zakończyło, do Travnika zjechali się mieszkańcy wszystkich wsi leżących w promieniu 30 km od miasta na wielkie, ekumeniczne przyjęcie. – Ja też tam byłem, i Państwo Szanowni uwierzą, miałbym ja co opowiadać, gdybym ze śliwowicą nie przesadził, co mi umysł zamroczyła. Na Proroka, nigdym takiej nie pił! – kończy swój list Pan Ćorbanović.

Jedność przejawia się także w aspekcie społecznym. Przy odbudowie Sarajevskiej Fabryki Papierosów swój pot i znój po równo dzieliły wszystkie osoby związane z zakładem: pracownicy fizyczni wespół z działem logistycznym, dystrybucyjnym, marketingowym i finansowym, a także dyrekcją, zarządem i najważniejszymi akcjonariuszami z takim samym zaangażowaniem i trudem wznosiła na powrót przedsiębiorstwo, zatrudniające 2000 pracowników z Sarajeva i okolic.

Mieszkańcy Sarajeva i żołnierz Domobrany odpoczywają przy odbudowie dworca kolejowego Žepče

Mieszkańcy Sarajeva i żołnierz Domobrany odpoczywają przy odbudowie dworca kolejowego Žepče

Jak wytłumaczyć fenomen kolektywnego zaangażowania Bośniaków w dzieło odbudowy? O komentarz poprosiliśmy prof. Dušana Jovanovicia, kierownika Zakładu Psychologii Społecznej przy Wydziale Psychologii Uniwersytetu Wielkiego w Wiedniu, także Bośniaka.

– Składają się na to trzy główne elementy. Po pierwsze, Bośnia od zawsze wyróżniała się na tle Monarchii Austro-Węgier pod wieloma względami: politycznym, bowiem wedle Ugody, art. 92 ust. 1 „Bośnię i Hercegowinę uznaje się za wspólny kraj anektowany”, a zatem, nie będąc częścią ani Przed- ani Zalitawii, nie posiada również swojej autonomii; gospodarczym, bowiem to tam jest największy wskaźnik ubóstwa w całej Monarchii, to tam struktura gospodarcza w największym stopniu oparta jest na rolnictwie, to tam jest najsłabiej rozwinięty przemysł; społecznym, bowiem to tam społeczeństwo jest najgorzej wykształcone, to tam jest największa mozaika religijna w skali całych Austro-Węgier; nie należy też zapominać o czynnikach zewnętrznych, które utrudniają życie Bośniakom, takim jak radioaktywne burze, które zdarzają się w momencie, gdy front atmosferyczny przechodzi tam znad Pustkowi Winków. Po połączeniu tych wszystkich zmiennych, w społeczeństwie bośniackim wytworzyło się pewne specyficzne zapatrywanie na rzeczywistość, polegające na maksymalnym zawierzeniu się własnym możliwościom oraz samodzielnej poprawie egzystencji, nie czekając na działania władz w Wiedniu i Budapeszcie. Zamiast czekać na interwencję z centrum, przechodzą do działania samodzielnego, co przynosi lepsze lub gorsze skutki.

– Po drugie – kontynuuje profesor – pomimo rzeczonych wcześniej różnic na tle religijnym, społeczeństwo bośniackie od zawsze darzyło się wzajemnym, acz ostrożnym, zaufaniem. Jest to charakterystyczne szczególne wśród ludności wiejskiej, gdzie chrześcijanie, muzułmanie i żydzi współżyli ze sobą od wieków. Mając inne zapatrywania na kwestię zbawienia duszy, woleli oni organizować swoje życie głównie w ramach swojej grupy religijnej, w każdym przypadku niezwykle ekskluzywnej, przez co w ramach każdej z religii wytworzył się monolit. To wzmacniało ich konserwatyzm oraz szacunek do tradycyjnych wartości. Wiedząc jednocześnie, że innowiercy także kultywują stare zwyczaje i idee, nie dążyli do solidarności z nimi, ale akceptowali ich obecność. Wiedzieli, z kim mają do czynienia i dawało im to poczucie stabilizacji, bowiem lepiej jest zawsze mieć do czynienia z czymś obcym, ale względnie dobrze znanym, niż z niewiadomą im siłą.

– Po trzecie wreszcie – ciągnie uczony – mamy ostatnio do czynienia z wytworzeniem się wśród liberalnej części ludności bośniackiej zaczątków społeczeństwa obywatelskiego, czego symbolem było powołanie kilka miesięcy temu Inicjatywy Samopomoc przez Pana Borbanovicia. Z jednej strony, liberalni Bośniacy, głównie młodzi mieszkańcy większych miast, nie zgadzali się na zakonserwowanie, zapeklowanie życia społecznego w Bośni, ale z drugiej strony, co jest fenomenem na tle ośrodków miejskich Monarchii, w większości zachowali wiarę swoich przodków. W Inicjatywie wspólnie działają prawosławni, katolicy, muzułmanie i żydzi, w zarządzie ruchu jest także jeden mormon. Są tam także ateiści i agnostycy, jednak w większości są oni pochodzenia niemieckiego czy węgierskiego. Mamy zatem do czynienia z wytworzeniem w BiH-u specyficznej formy miejskiego liberalizmu, opartego na idei zrównoważonego rozwoju, tolerancji i ekologii, z podejściem proinnowacyjnym, ale jednocześnie nie zarzucającym tradycyjnych wartości, działającym wespół z religią, a nie przeciwko niej. Dlatego też idee Inicjatywy Samopomoc zaczynają docierać także na bośniacką wieś.

Patrząc na coraz więcej bośniackich budynków, wydobywających się spod gruzów, oraz na coraz większą ilość zmęczonych, utrudzonych, ale też szczęśliwych obywateli Bośni i Hercegowiny, możemy z całą pewnością żywić nadzieję na dalsze trwanie tego pięknego snu społecznego zaangażowania i solidarności, rozlewającego się na całą Monarchię. Pięknego jak Bośnia i Hercegowina. Pięknego jak Austro-Węgry.

Bośniacka odpowiedź na kryzys w Skarlandzie!

bn-logo-strona                Miroslav Barbarez, dnia 1-ego października 2015 r.

 

 

Od kilku dni cały mikroświat kieruje swe oczy w stronę Imperium Skarlandu, w którym trwa bardzo poważny kryzys polityczny. Zwaśnione strony przerzucają się we wzajemnych oskarżeniach o to, kto w większym stopniu doprowadził niegdyś rozkwitające monarchię do upadku. W tej chwili kraj przeżywa okres sede vacante.

I chociaż wszystko odbywa się w dalekim Vaarlandzie, wydarzenia w Imperium wpływają na postawy obywateli także w Naszej Monarchii. Nasz reporter wybrał się do miejscowości Bosanska Dubica w północnej Bośni, gdzie w reakcji na kryzys skarlandzki powstała Inicijativa Samopomoć. W ciągu trzech dni od powstania grupy członkostwo zadeklarowała prawie połowa spośród ok. 35 tys. mieszkańców, a także mieszkańcy okolicznych wsi.

Na czym polega fenomen grupy? O to zapytaliśmy jej inicjatora i przewodniczącego, Danilo Borbanovicia, na co dzień fryzjera.

– Od dłuższego czasu obserwujemy postępujący rozpad Monarchii Austro-Węgierskiej, Orientyki, Pollinu. Bardzo mało jest aktywnych obywateli v-świata, którzy jeszcze angażują się w życie polityczne, gospodarcze i społeczne. W wielu przypadkach ci zaś, którzy to jeszcze robią, wykorzystują zajmowane pozycje do osiągania swoich partykularnych celów, ze szkodą dla swoich v-krajów oraz całego v-świata. To powoduje ryzyko powstania jeszcze głębszych kryzysów, czego przykład widzimy obecnie w Skarlandzie. Nie wysuwamy oskarżeń w kierunku żadnej ze stron, jest to wewnętrzna sprawa Imperium – tłumaczy przewodniczący ze spokojem w głosie. Nagle jednak następuje zmiana nastroju – do głosu dochodzi wzruszenie.

– Wydarzenia ostatnich dni spowodowały jednak, że… coś we mnie pękło, rozumie Pan… spojrzałem na okolice miasta, gdzie brakuje wielu podstawowych części infrastruktury i usług; spojrzałem na Bośnię i Hercegowinę, która od zawsze była zaniedbana w ramach naszego państwa; spojrzałem na Monarchię Austro-Węgierską, gdzie panuje kryzys parlamentarny i rządowy; spojrzałem na Orientykę, gdzie wiele państw patrzy na siebie nieufnie i nie sposób wypracować jednolitego porozumienia; spojrzałem wreszcie na Pollin, gdzie jest coraz mniej mężów stanu i prawdziwych liderów, Pollin, który umiera. Wie Pan… zakładałem Inicjatywę Samopomoc z potrzeby serca, to był impuls… abyśmy sami sobie mogli pomóc, bo nikt nam z pomocą nie przybędzie, przynajmniej teraz… a następnego dnia 7 tysięcy ludzi chciało mi pomóc, zapisać się do grupy… ta świadomość, ze nie jesteś sam w danym myśleniu… to daje siłę i… – w tym momencie Pan Borbanović nie mógł kontynuować wywiadu. Ogarnęło go niekłamane, autentyczne wzruszenie bośniackiego społecznika i zwykłego człowieka.

O Inicjatywie szybko zrobiło się głośno w całej Bośni i Hercegowinie. Jej lokalne komórki jak grzyby po deszczu wyrosły w Sarajevie, Tuzli i Bihaciu. Grupa ma swoich sympatyków także w największych miastach Monarchii: Wiedniu, Budapeszcie, Zagrzebiu, Salzburgu, Klagenfurcie, Pradze i Lwowie. Na dniach mają powstać kolejne grupy w Bratysławie, Krakowie, Brnie i Grazu.

Kryzys Monarchii Austro-Węgierskiej oraz całego v-świata nie jest zatem obojętny dla zwykłych ludzi. sami biorą sprawy w swoje ręce i organizują się oddolnie, by móc na powrót wprawić w ruch nasz świat. W następnych numerach opowiemy więcej o ideach i postulatach Inicjatywy Samopomoc. Bosanski Novinar trzyma rękę na pulsie!

[BN] JCKW jest chory! Czy to jest „zwykła” niedyspozycja?!

Miroslav Barbarez | 03. 04. 2013

bn-logo-strona

Redaktorzy naszej gazety jako pierwsi dowiedzieli się o wydarzeniu, które wstrząsnęło całą Monarchią! Oto bowiem Jego Cesarska i Królewska Wysokość, Franz Josef von Habsburg-Lothringen, podczas wypoczynku w Bihaciu w północnej Bośni i Hercegowinie, nabawił się zatrucia pokarmowego podczas porannego śniadania! JCKW natychmiast został przewieziony do miejscowego szpitala, gdzie dokonano gruntownego badania zdrowia Jego Wysokości. Pomimo, że sprawa wyglądała poważnie, zaś w badanie zostali zaangażowani najlepsi lekarze z Bośni i Hercegowiny oraz Chorwacji, po kilku godzinach JCKW poczuł się zdecydowanie lepiej. Gastroskopia nie wykazała żadnych poważnych uszkodzeń żołądka. Niemniej jednak, dla swojego dobra, JCKW będzie zmuszony spędzić kilka najbliższych dni w szpitalu w Budapeszcie, gdzie został przetransportowany w godzinach popołudniowych.

Tymczasem, zbadano jedzenie, które tego feralnego poranka spożywał JCKW. Były to jajka na twardo, pochodzące z siedmiogrodzkich ferm, a także owoce takie jak samundzkie banany czy surmeńskie arbuzy. Specjaliści z sarajevskiego sanepidu bacznie przyjrzeli się tym ostatnim owocom, istniało bowiem podejrzenie, że arbuzy wcale nie musiały pochodzić od naszych zachodnich sąsiadów. Wszystko wyjaśniło się po kilku godzinach, kiedy w Sarajevie zakończyło się badanie przeprowadzone przez światowej sławy karpologa, dr Wolfganga E. Klunga z C. i K. Uniwersytetu Wielkiego.

– W Polinie tylko w trzech państwach jest możliwość uprawy arbuzów. Są to: Surmenia, Sclavinia oraz Traumland. W dwóch pierwszych krajach mamy do czynienia z kontynentalnym rodzajem arbuza, citrullus osticus, z ciemnozieloną skórą oraz soczystym, czerwonym środkiem – tłumaczy dr Klung.

– Z kolei arbuz traumlandzki, citrullus traumlandicus, charakteryzuje się skórą o barwie nieco przegniłej zieleni. Generalnie, różnica jest trudno dostrzegalna dla laika, dla specjalisty zaś istnieje pewność, że na stole Jego Cesarskiej i Królewskiej Wysokości pojawiły się arbuzy właśnie z Traumlandu.

Informacja ta wywołała w Wiedniu i w Budapeszcie prawdziwy szok. Po tzw. kryzysie traumlandzkim oraz bojkocie tamtejszych towarów, prowadzonych pod hasłem „NIE KUPUJCIE KROJONYCH ARBUZÓW”, nałożono embargo na towary rolne z Traumlandu, w tym na rzeczone arbuzy. To, że tamtejsze owoce pojawiły się na talerzu JCKW, oznacza, że doszło do przemytu zakazanego w Monarchii produktu. Jak nieoficjalnie dowiedzieli się nasi reporterzy, wciąż urzędujący Prezydent Rządu JCKM, Victorio Mortuus, nakazał przeprowadzenie śledztwa w tej sprawie.

W jaki sposób traumlandzkie owoce, tak szkodliwe dla podniebień mieszkańców Monarchii Austro-Węgierskiej, trafiły do kuchni Jego Cesarskiej i Królewskiej Wysokości? Czy wina leży po stronie służby celnej, która popełniła błąd, czy też była to świadoma próba sił zewnętrznych, dążąca do otrucia Jego Wysokości oraz zrzucenia odpowiedzialności za ten haniebny czyn na barki naszych surmeńskich przyjaciół? Miejmy nadzieję, że ta bulwersująca sprawa wkrótce zostanie wyjaśniona. Samemu zaś poszkodowanemu życzymy jak najrychlejszego powrotu do zdrowia. Wszyscy wpieramy Pierwszego Pacjenta Monarchii!

[BN] Festiwal pod patronatem CK Ministra Kultury

Miroslav Barbarez | 21. 02. 2013

bn-logo-strona

W lipcu tego roku odbędzie się kolejna edycja festiwalu muzyki świata World Music Festival, który stał się wizytówką Mostaru w Hercegowinie (południowa część BiH), nierozerwalnie związanym z tym miastem. Zapewnił o tym osobiście Cesarski i Królewski Minister Kultury, Pan Miroslav Barbarez, który przyjechał do miasta z dwudniową wizytą roboczą. Rozwiał tym samym obawy włodarzy Mostaru, na czele z burmistrzem Ante Lukanoviciem, którzy byli bardzo zaniepokojeni wpływem niedawnego kryzysu w Monarchii Austro-Węgierskiej na rozwój Bośni i Hercegowiny, w szczególności zaś na ryzyko wstrzymania rządowych programów promocji kultury.

„- World Music Festival, na którego scenach od lat prezentują się wykonawcy muzyki etnicznej i folkowej z całej Monarchii Austro-Węgierskiej, od lat stanowi ważny symbol nie tylko tego wspaniałego miasta, ale także całej naszej umiłowanej Monarchii” – powiedział minister Barbarez. „To szczególnie wtedy realizuje się piękne, kosmopolityczne dziedzictwo Austro-Węgier, w którym wszystkie narody, zebrane pod jednym berłem JCKM, słusznie uważają się za równe. Stanowi to wartość całego naszego państwa, tworzący diament, który dumnie lśni na mapie mikroświata. Bośnia i Hercegowina jest w tym diamencie niemniej istotnym składnikiem, niż pozostałe części Monarchii”.

Minister Barbarez zapewnił, że zrobi wszystko, aby festiwal odbył się bez problemów. „Mówię to nie tylko jako Bośniak, szczególnie związany z tą ziemią, ale też jako obywatel Monarchii Austro-Węgierskiej, członek Rządu Jego Cesarskiej i Królewskiej Mości oraz patriota” – zakończył swoje przemówienie minister. Nie wykluczył również tego, by w przyszłości szeroko rozpropagować festiwal na Kontynencie Wschodnim.

[BN] Kadencja C. i K. Rządu – półmetek.

Miroslav Barbarez | 01. 02. 2012

bn-logo-strona

Od kilku miesięcy mamy możliwość przyglądaniu się kolejnemu rządowi pod przewodnictwem Riccardo von Rotberga. Ten doświadczony polityk, zmienił nieco taktykę swoich poprzedników i zaprosił do prac swego gabinetu ludzi nowych, mających śmiałe projekty i niebanalne pomysły. Tak więc Miroslav Barbarez został Ministrem Spraw Wewnętrznych, Ferenc Batthyany Dyrektorem Kancelarii Prezydenta i ministrem bez teki, a Pani Wilhelmina Bonder-Gross Ministrem Kultury. Z takim zespołem rząd ten przystąpił do realizacji swych sztandarowych reform, jakim było wprowadzenie ustawy o spisie powszechnym, czy też ustawa dotycząca obligacji państwowych. Podjęto również działania mające na celu reaktywowanie nieczynnego od dłuższego czasu Cesarko-Królewskiego Uniwersytetu.
Prezydent zgodnie ze swymi obietnicami zawartymi w expose doprowadził np. do wprowadzenia podatków, które mają za zadanie równoważyć stan finansowy państwa. Także na polu międzynarodowym rząd w osobie Ministra Spraw Zagranicznych Jego Cesarsko-Królewskiej Mości Franciszka Józefa II nie zaniedbał swych obowiązków. W trakcie posiedzeń rządu wielokrotnie poruszane były kwestie międzynarodowe, jak choćby obecna sytuacja Organizacji Polskich Mikronacji, czy sformułowana niedawno doktryna polityki zagranicznej, która zakłada między innymi ścisłą współpracę pomiędzy Austro-Węgrami, a krajami regionu Vaarlandu, czy też prężnie rozwijającą się mikronacją jaką jest Federacja Al Rajn. Obecnie w parlamencie znajduje się tegoroczny budżet, który można scharakteryzować jednym zdaniem: „Do przodu, bez rewolucji”. Nie ma astronomicznych zbędnych wydatków, zamiast tego są one dobrze przemyślane, a deficyt w tym okresie będzie stosunkowo niski. Kończąc mogę śmiało uznać, ze członkowie rządu zasłużyli na swoje pensje dość rzetelną praca. Obyło się bez niepotrzebnych zawirowań, które jedynie destabilizują politykę, zamiast tego mamy gabinet pod przewodnictwem człowieka, który wie, co chce osiągnąć do tego zdecydowanie dąży. Zobaczymy czy spełnią pokładane w nich nadzieje wszystkie swoje obietnicy. Jeżeli tego nie uczynią, najwyżej oddadzą swoje wynagrodzenia.

[BN] Złowróżbny sen Kasandry

Ferenc Batthyany | 23. 12. 2011

bn-logo-strona

Kryzys dotykający całą Organizacje Polskich Mikronacji nie jest zjawiskiem nowym. Od dawna wiadome było, iż w obecnym kształcie OPM dłużej funkcjonować nie może, niemniej państwa członkowskie starały się unikać tematu. Na palcach jednej ręki można zresztą policzyć państwa, których delegacje w organizacji w ogóle się odzywają. W związku z pewnymi zawirowaniami związanymi z kolejnymi sekretarzami generalnymi kryzys stał się wreszcie przedmiotem oficjalnej dyskusji w Gmachu Organizacji Polskich Mikronacji. Niestety kryzys jak każda choroba poczyniła już ogromne zniszczenia wtedy gdy był jeszcze niewidoczny, dziś już nie wystarczy, aby poszczególne delegacje państw członkowskich były bardziej aktywny. Gangrena się rozpowszechnia, dziś OPM potrzebuje poważnej operacji, a co będzie jutro ? Coraz częściej pojawiają się opinię, bardziej lub też mniej oficjalne, które postulują całkowite zlikwidowanie Organizacji Polskich Mikronacji, czy też pozbawienie jej wszelkich prerogatyw politycznych. Z pewnością organizacja dawno straciła już swój prestiż, który kiedyś niezaprzeczalnie przyciągał młode mikronacje do niej. Obecnie rządy nowo powstałych państw niezwykle rzadko wysuwają prośby o przyjęcie do organizacji. Na razie jest ona nadal wspierana przez czołowe mikronacje, lecz nie wiadomo, czy z czasem OPM nie stanie się pariasem v-świata. Wiadome jest wszystkim fakt, że federacja straciła już narząd wzroku i mowy, dobrze, że pozostał nam jeszcze słuch. Dzięki temu możemy usłyszeć propozycje dotyczące reformy OPM-u. Między innymi ta, zaproponowana przez byłego Sekretarza Generalnego diuka Kościńskiego stworzenia z organizacji bardziej „elitarnego” związku, na razie dyplomaci z dystansem odnoszą się do podobnych rewolucji. Miejmy nadzieję, że jednak w końcu państwa członkowskie ustalą poważny plan działania, byśmy nie musieli ujrzeć na ścianie napisu „Mane, tekel, fares”.