IWAN Z KUNDLAMI – MAMY ZDJĘCIA!

Boogie Zeitung

Napisane przez:
Karla Nicolausa von Habsburga dnia 18-ego kwietnia 2015 r.

A jednak, doniesienia z Hasselandu podane nam na talerzu okazały się prawdziwe! Tamtejszy kacyk Iwan Roman Filip Nie-Ma-Bata Wietrzny faktycznie uganiał się za ujadającymi kundlami. Niestety udało mu się złapać tylko jednego – ten najwidoczniej najwolniej hassał – a wabi się ponoć Hasseland. Jak dowiedzieli się nasi reporterzy, reszta uciekła najprawdopodobniej do Al Rajnu, bo wolą już być przerobione na kebab niż brać udział w dopiero co zwołanej schizofrenicznej zabawie Wani – dżihadzie przeciwko ujadającym wiatrakom. Tak mili państwo, wszystkie te szesnastowieczne przepowiednie wreszcie się spełniają (podobno Don Kichot też się pisze)! Z resztą oceńcie sami!

Iwan Romek ze swoim kundlem Hasselandem

Iwan Romek ze swoim kundlem Hasselandem

A już niedługo nas reporterzy będą mieli dla Was coś specjalnego – zdjęcia ze wspólnego polowania Wani Romka i Don (schizofrenicznego) Chichota na ujadające wiatraki! Kupujcie naszą prasę, tylko ona prawdę Wam powie!

 

Reklamy

Gdzie jest Monarcha?

Boogie Zeitung

Napisane przez:
Karla Nicolausa von Habsburga dnia 11-ego marca 2015 r.

Zaskakujące doniesienie płyną z Cesarskiego i Królewskiego Dworu! Nasze źródła podają, że Jego Cesarska i Królewska Mość od kilku dni przebywa w Hofburgu. Ponoć powrót powrót z nieznanego do tej pory nikomu miejsca jest już na stałe.

Ale to nie jest wszystko! Pojawiły się pogłoski, że Jego Cesarska i Królewska Mość wrócił z wybranką lub wybrankiem (różne źródła podają różne informacje). Niestety, Wielki Ochmistrz Dworu odmawia odpowiedzi na jakiekolwiek pytania i ucina krótko: „Dwór wyda w odpowiednim czasie stosowne oświadczenie”. Nie pozostaje nam zatem nic innego, jak tylko czekać, czy nasze doniesienia się potwierdzą! Jesli tak, może to oznaczać, że pierwszy raz od wielu lat austro-węgierski Monarcha będzie miał kogoś u swojego boku.

Pytaniem otwartym pozostaje jednak nadal, czy jest to prawda? I które z wiadomości są prawdziwe? Czy Maksymilian Teodor I w ogóle wrócił?

[BZ] Herbaciane Rozmowy (cz. 1)

news Isabella Marie Swan | 11. 11. 2011

 

 

Witam po dłuższej przerwie. Jako, że ostatnim miejscem mojego pobytu poza MAW, była Wielka Polondia w której znalazłam wielu przyjaciół, pozwoliłam sobie na krótką rozmowę z moim przyjacielem, prezydentem Wielkiej Polondii – Malcherem Estery Naw. Rozmawialiśmy o tym co myśli on o MAW, oraz o tym jak widzi współpracę naszą na płaszczyźnie kulturowym i nie tylko. Zapraszam do lektury.

Jest to początek artykułów poświęconych na rozmowy z innymi obywatelami Mikroświata o ich ojczyźnie i o tym jaki stosunek mają do MAW.

IMS: Witaj Malcher. Dziękuję ci, że znalazłeś chwilę czasu w swoim napiętym grafiku, na rozmowę ze mną. szczególnie, że przyjmujesz mnie w Pałacu Prezydenckim, którego okazji jeszcze nie miałam zwiedzić. Mam nadzieję, że po wywiadzie załapię się na malutką wycieczkę?!

MEN: Witaj Isabello. To dla mnie niezwykła przyjemność móc Cię gościć. Oprowadzenie… liczyłem, że o to zapytasz. Oczywiście!

IMS: No to może zacznijmy od takiego prostego pytania. Z tego co mi wiadomo byłeś w Monarchii Austro-Węgierskiej jakiś czas temu. Czy coś się zmieniło od tego czasu u nas? Jaki w ogóle masz stosunek do MAW?

MEN: Miałem przyjemność dwukrotnie odwiedzić Monarchię Austro-Węgierską. Obie wizyty należy zaliczyć do udanych i przyjemnych, dlatego też stosunek do Monarchii mam jak najbardziej pozytywny. Czy coś się zmieniło? Z pewnością rząd, ludzie, jednakże Monarchia na szczęście pozostaje niezmieniona, co daje jej charakterystyczny klimat.

ISM: Jak myślisz, czy po tym jak w MAW zostanie powołany nowy rząd, współpraca kulturowa dalej będzie utrzymana? Teraz jakby nie patrząc praca opierała się o współpracę przyjaciół. Jak sądzisz czy coś się zmieni?

MEN: Trudno przewidywać co nam życie przyniesie i nowy rząd. Mam jednak nadzieję, że współpraca będzie kontynuowana i rozwijana z zainteresowania obydwu państw. Z pewnością będzie to inna relacja, jednakże trudno cokolwiek przesądzać na początku. Czas pokaże czy ta relacja będzie na tyle mocna, by zaowocować udaną współpracą. Bądźmy jednak w dobrej myśli.

IMS: Stworzyłeś wraz z przyjaciółmi państwo wirtualne, które nie odwołuje się tradycjami czy też charakterem do jakiegoś państwa. Stworzyliście coś całkiem nowego. A jak sądzisz, czy tworzenia na gotowej bazie nie jest pójściem na łatwiznę?

MEN: Nawet gotową bazę trzeba odpowiednio zaadaptować, by kultura i tradycja uzupełniały się ze strukturą organizacyjną państwa. To z pewnością wymaga pracy, podobnie jak tworzenie od podstaw, dlatego nie nazwałbym tego pójściem na łatwiznę.

IMS: Rozumiem, też podzielam podobny pogląd. Jak dobrze wiesz, miałam okazję zwiedzić trochę wasz kraj i jestem nim zachwycona. Powiedz mi, co poleciłbyś turyście do zwiedzenia w własnym kraju?

MEN: Wielka Polondia to przede wszystkim nieskazitelna, praktycznie pierwotna natura. Zdecydowanie polecam odwiedzić Park Krajobrazowy, który ukazuje barwność i różnorodność naszej krainy. Obok krajobrazów górskich i wybrzeżowych spotkać tam można okazałą florę i faunę charakterystyczną dla republiki polondzkiej. Garna prochatka czy dalia polondzka to tylko niektóre okazy, które można tam zobaczyć. Osobom, które nie straszne przygody polecam wybrać się na wędrówkę po niezbadanych regionach Azerothu i Landów, które podobno kryją nie jedną tajemnicę i niespodziankę. Warto również wybrać się do stolicy – Oxbay, gdzie znajdują się liczne zabytki będące pozostałościami z okresu monarchicznego. Chcąc poznać nas bliżej, warto zajść do baru „Thaiti”. To tam głównie toczy się życie społeczne polondczyków. Każdy turysta znajdzie u nas coś co go zaciekawi.

IMS: W to nie wątpię, gdyż sama miałam okazję się przekonać. Powiedz mi jak rozwija się u was kultura? Na co przede wszystkim kładziecie nacisk?

MEN: Kultura rozwija się spokojnie, może lekko za spokojnie… jednakże wszystko zmierza w dobrym kierunku. Za nami pierwsza wystawa „Nasza Polondia”, podczas której zaprezentowaliśmy gościom autorskie fotografie polondczyków przedstawiające nasze państwo oczami polondczyka. Przed nami otwarcie Centrum Kultury Polondzkiej, które będzie ogniwem aktywizującym i wspomagającym rozwój naszej kultury.
Na co kładziemy nacisk? Decydując się na budowanie kultury od podstaw zdecydowaliśmy o odrzuceniu sztucznych norm kulturoznawczych i historycznych. Można zatem powiedzieć, że kładziemy nacisk na naturalność i własne doznania kulturowe.

IMS: To bardzo kreatywne dla twórców i jednocześnie dobre. Powiedz mi a co sądzisz o twórczości w MAW? Znasz kilka moich prac, jak i innych.

MEN: Twórczość w Monarchii Austro-Węgierskiej, trzeba przyznać, robi wrażenie. Wszystkie prace zainteresowały mnie swoją tematyką. Z pewnością były pisane z pasją, a może dla pasji? W każdym bądź razie warto przeczytać.

IMS: Dziękuję zarówno w swoim imieniu, jak i innych twórców. To na zakończenie takie pytanie ogólne. Co planujesz w przyszłości?

MEN: Chciałbym zakończyć możliwie dobrze swoją kadencję prezydencką i lekko oddalić się od zbytniej odpowiedzialności na rzecz spraw mniej istotnych, jednak mam nadzieję potrzebnych. Planuję odkurzyć kilka swoich projektów i działać na niwach społecznych.

IMS: Dziękuję serdecznie Przyjacielu za poświęcenie tej dłuższej chwili i rozmowę ze mną mam nadzieję, że sernik mojej roboty smakował.

MEN: Również dziękuję za serdeczną rozmowę. Naturalnie smakował.

Na kolejne wydanie Herbacianych Rozmów zapraszam już niebawem na stronę gazety 🙂

[BZ] Alpejskie Szaleństwo

newsIsabella Marie Swan | 17. 05. 2011

 

 

Narty w Austrii

Ze względu na swe położenie Austro-Węgry stały się prawdziwym rajem dla narciarzy. Wysokie i majestatyczne Alpy co roku przyciągają amatorów białego szaleństwa z całego mikroświata. Najwięcej ośrodków narciarskich znajduje się na południu i zachodzie Austro-Węgier, w takich regionach jak Karyntia, Styria, Salzburg, Górna Austria, Tyrol, Vorarlberg. Długość sezonu narciarskiego zależy od wysokości na jakiej leży dany kurort – zdarzają się i takie, na których szusować można przez cały rok. Pamiętajmy jednak, że bez względu na region, szczyt sezonu przypada na okres od połowy grudnia do połowy stycznia (szczególnie Boże Narodzenie i Nowy Rok).
Austro-Węgry to raj dla miłośników białego szaleństwa.

Zapraszam do zapoznania się z tymi filmikami 🙂
youtube.com/watch?v=PRj95s4nGII
youtube.com/watch?v=f-Nvo9jdNq8

[BZ] Bal Wiedeński

news Isabella Marie Swan | 17. 05. 2011

 

 

Jak wiadomo w kulturze niemieckiej, szczególnie tej którą możemy reprezentować w Wiedniu i Monarchii główną rolę dawniej jak i teraz odgrywały bale. Za czasów panowania Franciszka Józefa I odbyło się ponad 3,5 tysiąca balów. Od tamtej pory corocznie w Wiedniu i nie tylko jest organizowanych prawie 300 bali. A oto króciutka charakterystyka jednego z największych bali odbywających się w wspaniałej Operze Wiedeńskiej.

Tradycja Bali Wiedeńskich

Debiuty
Najważniejszym ceremoniałem wszystkich tradycyjnych balów jest otwarcie przez komitet młodych dam i kawalerów. Panny, które po raz pierwszy otwierają bal, nazywa się „debiutantkami”. Debiutowanie to dawny, przejęty z czasów Franciszka Józefa I, rytuał wejścia w dorosłość: wprowadzenie do towarzystwa. W długich białych sukniach, obowiązkowo z małymi koronami we włosach, w długich białych rękawiczkach oraz z bukiecikiem kwiatów w prawej ręce, wkraczają na parkiet u boku swoich przyodzianych we fraki kawalerów, przy dźwiękach poloneza „Fächer-Polonaiser”, opus 525 skomponowanego przez c.k. dyrektora balów Carla Michaela Ziehrera, granego na prawie każdym otwarciu sezonu. Na końcu tego uroczystego rytuału jest oczywiście walc – ale tańczony w lewą stronę! Ten – nie do końca prosty wymóg – stanowi wyzwanie dla szkół tańca – w Wiedniu jest ich ponad 30. To one organizują otwarcia balów, przedtem jednak nadają parom taneczne szlify, a następnie wprowadzają je podczas najwyżej pięciu prób w tajniki zaprojektowanej przez siebie choreografii otwarcia. Na estetyczną precyzję figur tanecznych kładzie się największy nacisk, bardzo na tym zależy także debiutantkom – bo kto chciałby wypaść z rytmu? Na wszystkich arystokratycznych balach ceremoniał otwarcia kończy się okrzykiem brzmiącym prawie jak w wojsku: „Alles Walzer!”. Okrzyk ten zaprasza wszystkich gości na parkiet – dozwolone jest nawet tańczenie walca w prawą stronę!

W bajkowej scenerii

Sceneria Balu w Operze jest wyjątkowa. Na bogato ozdobionych schodach i w foyer Opery Państwowej ustawiane są setki palm i krzewów bzu. Sala balowa jest ozdobiona tysiącami kwiatów. Trudno uwierzyć, że przedwczorajszego wieczora odbywało się tu jeszcze przedstawienie operowe. Kiedy tylko kurtyna opadła, ponad 300 rzemieślników rozpoczęło przebudowę. Miejsca siedzące na parterze zostały zdemontowane. Ponad kanałem orkiestry na wysokości sceny rozłożono parkiet do tańca. W miejscu kulis sceny powstają trzypiętrowe loże, tak aby stworzyć symetrię w stosunku do lóż położonych na widowni. W ciągu trzynastu godzin powstaje harmonijna i jednolita, odświętnie lśniąca złotem sala balowa.

Oddźwięk

Bal w Operze niewątpliwie należy do najbardziej znanych i eleganckich balów w mikroświecie. Telewizyjne transmisje na żywo zwiększyły jeszcze jego popularność. Tylko jeszcze w Pradze i w Budapeszcie rzeczywiście odbywa się on w operze. Stare, austro-węgierskie tradycje, widać nawet w tej sferze. O ile inne wiedeńskie wytworne bale nie mają tak szerokiego oddźwięku międzynarodowego, każdy z nich posiada swój własny profil o ponad stuletniej tradycji.

Zapraszam również by zobaczyć ten o to króciutki filmik w taktach „Walca nad pięknym Modrym Dunajem” Johanna Straussa syna:
youtube.com/watch?v=U4J0MKsG_is

[BZ] Wien – Metropolia „nad modrym Dunajem”

newsIsabella Marie Swan | 25. 01. 2011

 

 

Witam!

Zapraszam do zapoznania się z nowym wydaniem Boogie Zeitung w formie Video, mam nadzieję, że państwu się ono spodoba. Filmiki są krótkie.
Pierwszy opowiada o naszej wspaniałej stolicy, drugi przy taktach Walca nad Modrym Dunajem ukazuje niektóre Miasta Monarchii Austro-Węgier,
zapraszam serdecznie do zapoznania się z owymi filmikami. I zapowiadam, iż w niedługim czasie poznamy kulturę Wielkiej Polondii.

Z poważaniem
Isabella Marie Swan
Link

Pod osłoną nieba…

news Isabella Marie Swan | 21. 06. 2010

 

 

… wyobraź sobie raj: pierwotną przyrodę, zwierzęta na bezkresnej sawannie, wiecznie zielone lasy, wyniosłe i ośnieżone szczyty górskie, szerokie plaże z ciepłą, lazurową wodą, koralowe klify, codziennie słońce, przed którym schronisz się w cieniu palm, a w nocy podziwiać będziesz niezwykły układ gwiazd…

Wyjątkową atmosferę tego miejsca oddaje film „Pożegnanie z Afryką” z niezapomnianymi rolami Meryl Streep i Roberta Redforda. Ta opowieść o życiu Karen Blixen na plantacji kawy u stóp gór Ngong jest pełnią mistyki celu podróży, która będzie spełnieniem marzeń każdego z nas. Kenia – kwintesencja Afryki i obszar decydującego wpływu na ewolucje człowieka. Czeka, by ją odkrywać, o czym świadczą znaleziska szczątków sprzed 20 mln lat, należących bez wątpienia do pierwszych hominidów. Wyruszajmy więc w drogę!

Z niecierpliwością czekałam na moment zetknięcia się kół samolotu z gorącym lądem lotniska w Mombasie. Przekroczyłam równik, a moje emocje przystawały do panujących temperatur. Wita mnie jambo w języku suahili, ale słyszę też angielskie hello. Kania bowiem należała do brytyjskiego imperium kolonialnego (1895-1963), stąd także liczne przedstawicielstwo Hindusów. W efekcie podbojów innych najeĽdĽców (Arabów, Portugalczyków) różnorodne kultury nieustannie przenikają się, łącząc z tradycjami rdzennych grup etnicznych: rolniczych ludów Bantu z Kikuju na czele i pasterskich Nilotów, u których prym wiodą Masajowie.

W drodze do hotelu na wybrzeżu mijam Barack Obana Road – ulicę na cześć 44. prezydenta USA, którego ojciec pochodził z kenijskiego plemienia Luo. Potem charakterystyczną bramę w kształcie kłów największego ssaka lądowego. Wjeżdżam do stylowego miasta, leżącego na koralowej wyspie, z duszą ukrytą w zabytkowej architekturze. Do tego portu w 1498r. zawinął okręt pierwszego Europejczyka, Vasco da Gama. Tu zakończyła się afrykańska odyseja Stasia i Nel – bohaterów epickiej powieści „W pustyni i puszczy” Henryka Sienkiewicza. Już sama nazwa Mombasa oddaje rytm negroidalnych bębnów, posmak arabskich przypraw, barwę kości słoniowej i rdzawej ziemi. Dodam radosne hakuna matata (nie ma problemu), a wyłoni się obraz beztroski i spokoju.

Docieram do Hotelu Sands At Nomad. Kwateruję się w luksusowym bungalowie, krytym strzechą. Obowiązkowe moskitiery dodają uroku całości. Chatka leży przy samej plaży, w otoczeniu tropikalnego ogrodu. Do dyspozycji mam najgłębszy basen hotelowy w kraju, idealny na lekcję nurkowania przed kolacją. Natychmiast korzystam. Tym smaczniejsze są serwowane potem specjały lokalnej kuchni: ugali, matoke, mokimo i sukumawiki. Następny dzień decyduję się spędzić aktywnie, korzystając z bogatej oferty sportów wodnych, póĽniej golf nad brzegiem morza. A wieczorem relaksujące SPA.

Czy można chcieć więcej? Bezcennych wrażeń! A te zapewni mi wyłącznie wyprawa w głąb lądu, do serca Kenii, bo tu jestem zaledwie u bram raju. Przede mną całe spectrum bogactwa tej ziemi podczas pięciodniowego safari. Ekspedycja wyrusza przed świtem, aby podziwiać wschód słońca i budząca się do życia przyrodę. Przemierzę dzikie, niezamieszkane przez ludzi tereny, gdzie cywilizacja na szczęście nie dotarła i nawet czas płynie inaczej. Tu trzeba mieć tylko oczy szeroko otwarte! Już po godzinie odkrywam niewątpliwą przyjemność płynącą z obserwowania zachowań zwierząt w ich naturalnym środowisku. Nie byłoby to możliwe gdyby nie ustanowiono terenów ochronnych. Jednym z największych na świecie jest Park Narodowy Tsavo o powierzchni 22 tys km kwadratowych. Słynie z ogromnych baobabów i występujących wyłącznie tutaj czerwonych słoni. Kolor skóry zawdzięczają ziemi, pozostającej na nich po kąpielach błotnych. Mają tu swój rezerwat zagrożone czarne nosorożce, które mimo masywnego wyglądu biegają z prędkością 50 km/h. Wyjątkowe w tym parku są także samce lwów, bo nie mają grzywy. Prawdopodobnie jest to związane ze strukturą stada i brakiem konfliktów, co przekłada się na poziom testosteronu. W Tsavo jest tylko jeden osobnik męski, podczas gdy na innych terenach żyją koalicje kilku w jednej grupie. PóĽnym popołudniem sawanna ponownie budzi się do życia. Zwierzęta kierują się do wodopojów, drapieżniki na łowy, a ja za nimi. Safari można uznawać za udane gdy odnajdzie się tzw. Wielką Piątkę. Stanowią ją reprezentanci najgroĽniejszych gatunków ssaków, żyjących na tym kontynencie: słoń, nosorożec, lew, bawół i lampart. Wszystkie zamieszkują Rezerwat Narodowy Masai Mara. Pod względem różnorodności i koncentracji dzikiej zwierzyny nie ma sobie równych. Jesienią można tu podziwiać coroczna migrację ponad dwóch milionów stworzeń, oczekujących nadejścia pory deszczowej.

Po całodziennych, ekscytujących wyprawach nocuję w ekskluzywnych lożach na terytorium parków (miękki materac i baldachim chroniący od komarów – na prawdę wielki luksus). Sawanna nie śpi, wiec zawsze towarzyszą mi dochodzące z oddali odgłosy jej mieszkańców. Baczna obserwacja fauny nie zakłóciła mi podziwiania piękna flory, malowanej światłem. Ale to już temat na nowa opowieść. Niech zwieńczeniem podróży będzie widok na majestatyczny, samotny masyw Kilimandżaro (5895m n.p.m.) zwany Dachem Afryki i śnieg na równiku na wysokości 5199m n.p.m. masywu wulkanicznego Mount Kenya.

Kwaheri!